Mniej więcej miesiąc temu moja mama znalazła w internecie komplet dwóch drewnianych sof, w bardzo okazyjnej cenie. Niezwłocznie je nabyliśmy, zostały przetransportowane i zaległy u rodziców na tarasie.
Mój dzielny tatuś szlifował, ściągał tapicerkę i wyczyniał inne cuda po to, żeby wyżej wymienione sofki mi podarować. Najprawdopodobniej jutro wrócą od tapicera.. [koszt tapicerowania dwukrotnie przekroczył cenę sof :(] W związku z tym chcę wam pokazać jak wyglądały w trakcie szlifowania - wcześniej [tradycyjnie] były ciemno brązowe - co widać na ostatnim zdjęciu.
Docelowo sofy zostały wybielone woskiem i obite czarnym materiałem w kwiaty - pokaże je gdy tylko do nas dotrą.
W środku jednej z sof oprócz strasznego bałaganu [co widać na drugim zdjęciu] znaleźliśmy niemieckie marki i duńskie korony.. A oprócz tego malutki zabawkowy pierścionek. :))))
W międzyczasie znajomi podarowali nam komódkę - w zasadzie witrynkę - ponad stuletnią, po dziadku. Sęk w tym, że witryna z przodu posiada autentyczny, uszkodzony, szklano-ołowiany witraż i niestety w Stargardzie nikt nie jest w stanie uzupełnić brakujących szybek. W Szczecinie z kolei kosztuje to kosmiczne pieniądze, więc najprawdopodobniej witraż powędruje do Poznania - gdzie ceny są bardziej rozsądne. Relacje będę zdawać na bieżąco. :)))


